Studia w Kopenhadze

Podróżowanie po świecie to pasja i styl życia wielu osób. Czasem nie trzeba być nawet bardzo bogatym człowiekiem, by robić to i spełniać się w życiu. Wystarczy dużo czytać i rozmawiać z ludźmi, oraz znać kulturę danego kraju. W ostatnich latach pojawiło się też mnóstwo sposobów darmowego noclegu zagranicznego, tudzież pracy za nocleg. Jednym z serwisów, który umożliwia zabukowanie sobie u kogoś mieszkania, jest couchsurfing. Polega on na tym, że w miejscu czy mieście, do którego się w najbliższym czasie udajemy, wyszukujemy osobę, która udostępnia mieszkanie. Oczywiście nie śpimy u niej w pełni za darmo na tak zwany krzywy ryj, gdyż tak po prostu nie wypada.

Ktoś udostępnia nam na kilka dni, lub nawet tygodni swoje mieszkanie, ale wymaga gdzieś w głębi od nas tego, byśmy się chociaż w skromny sposób odwdzięczyli. Nigdy za pomocą pieniędzy, a za pomocą rąk własnych. Moja pierwsza przygoda z couchsurfingiem wydarzyła się w Danii. Wyjechałem tam do znajomego, który wyrwał się tam na studia w Danii, a dokładnie do Kopenhagi. Zaprosił mnie do siebie na jakiś czas, gdyż mieliśmy do tak zwanego obgadania kilka spraw. Niestety kolegę musiało coś zatrzymać i miał się zjawić dopiero po kilku dniach od mojego przyjazdu. Mówiąc delikatnie zostałem trochę na lodzie, a że nie chciałem wydawać na noclegi całych moich oszczędności, to musiałem poszukać rozwiązania.

Z pomocą przyszedł mi wyżej wspomniany sposób, z którego postanowiłem skorzystać. Zalogowałem się na swoim laptopie na lotnisku, gdyż było tam darmowe WIFI i spróbowałem swoich sił. Od razu wyświetliło mi się kilka osób, które mieszkają w stolicy Danii i oferują tego typu usługę. Od razu w oczy rzucił mi się człowiek o imieniu Karsten, który mieszkał wraz ze swoją dziewczyną Lindyke. Byli oni studentami i zaraz parą z dwuletnim stażem. Oferowali możliwość noclegu za darmo, a ja od razu wykonałem telefon. Jak się okazało nie było żadnego problemu bym się u nich zjawił, ale dopiero wieczorem, gdyż obydwoje byli jeszcze w swoich pracach.

Karsten pojawił się wcześniej, a ja czekałem już nieopodal jego mieszkania. Od razu porozumieliśmy się dość płynnym angielskim i postanowiliśmy nie tracić czasu. Miałem ze sobą aż litr polskiej wódki, którą postanowiłem wyciągnąć od razu na stół. Duńczyk mocno się uśmiechnął i w jego oczach pojawiły się od razy kurwiki. Widać było, że po całym tygodniu pracy w klubie, w którym dorabiał do studiów zaocznych, był zmęczony i też potrzebował resetu. O Polsce wiedział mało, ale znał oczywiście Roberta Lewandowskiego i kilku innych sławnych rodaków. Nie miałem do niego o to żalu, gdyż ja również nie miałem jakiejś bardzo bogatej wiedzy o jego ojczyźnie. Jechałem tam w końcu tylko w odwiedziny do kolegi.

Poczekaliśmy wraz z Karstenem na Lindyke i zaraz po tym jak się zjawiła, mogliśmy w końcu otworzyć wódkę, która miała nas nieco ośmielić. Oczywiście w międzyczasie przygotowaliśmy pyszne zakąski, a bazą były nasze pyszne polskie kabanosy. Duńczyk wyciągnął ser, z którego słynie tamten region i o picie na puste żołądki nie musieliśmy się martwić. Mieliśmy bowiem naprawdę sporo do zagryzienia. Lindyke przywitała się z nami, ale bardziej oczywiście ze mną, gdyż widziała mnie pierwszy raz i byłem ich nowym gościem. Okazało się, że ludzie w Danii nawet więcej wódki niż my w Polsce, a stereotypy o tym, że to Polacy miłują się w wódce, są bardzo przerysowane. Karsten opowiedział mi bowiem, że oni też lubią się raczyć tym błogim stanem chociaż raz w tygodniu.

Jednakże alkohole w Danii są nieco słabsze i inaczej przygotowywane, więc ta którą przywiozłem z Polski i dałem im spróbować, była dla nich naprawdę mocna. Miejscowym posmakowały też bardzo polskie przekąski, których wyciągnąłem bardzo dużo z plecaka. Chyba przypuszczałem, że coś może pójść nie tak i jak na tygodniowy wyjazd, to wziąłem naprawdę sporo jedzenia i różnych ciekawych rzeczy z naszego kraju. Wszystkich z pewnością bym z moim kumplem nie zjadł, więc gdzieś podświadomie czułem jakąś rodzącą się przygodę. Wieczór z nowo poznanymi Skandynawami mijał bardzo przyjemnie, ale po 23 zrobiliśmy się śpiący i postanowiliśmy iść spać. W kolejny dzień zaraz po przebudzeniu przypomniałem sobie, że wraz za darmowy nocleg i super towarzystwo, mam tu pewne cele do zrobienia.

Była sobota i zarówno Karsten jak i Lindyke mieli wolne, oraz w planach malowanie pokoju. Ucieszyłem się niezmiernie, gdyż miałem okazję do pomocy i nie musiałem się zbyt długo zastanawiać nad tym, co mogę dla nich zrobić w zamian. Duńczycy byli bardzo zadowoleni, że chcę im pomóc. Jako mężczyźni stwierdziliśmy, że kobieta musi odpocząć i wzięliśmy dwa wałki do malowania. Lindyke nie chcąc próżnować postanowiła zrobić pyszną domową pizzę. Mieli salami i ser cheddar, który jadłem już w wieczór zapoznawczy i bardzo mi posmakował. Dzięki temu wiedziałem, że pizza będzie pyszna i malowało nam się lepiej. 3 dni u Duńczyków minęły jak kilka godzin, a ja mogłem przemieścić się do mojego znajomego, który w końcu dotarł na swoje mieszkanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *